[b]Na jakim etapie znajduje się dziś rynek fuzji i przejęć na świecie? Obecny spadek aktywności określiłby Pan jako korektę po latach boomu czy poważną recesję?[/b]
To niewątpliwie recesja. Widać to choćby na przykładzie branży doradczej. Był taki okres, że przez kilka miesięcy nie domknęliśmy żadnej transakcji. Obecnie wracamy do poziomu sprzed załamania rynku, choć po niższych wycenach. My jesteśmy w stosunkowo niezłej sytuacji, gdyż tworzymy globalną sieć, w której poszczególne ogniwa działają autonomicznie, ale nasi konkurenci upadają bądź są przejmowani przez banki.
Na rynku M&A (fuzji i przejęć – red.) nie brakuje chętnych do sprzedaży i do kupna. Problemem są wyceny. Ponieważ tanieją wszystkie klasy aktywów, musi także spadać wartość firm. Jeśli posłuchać dowolnego serwisu w USA, można odnieść wrażenie, że wszystkie firmy mają problemy. Tymczasem korporacyjna Ameryka ma jeden z najlepszych w historii współczynników – kapitały własne do zadłużenia. Natomiast w sektorze bankowym panuje nieład, co sprawia, że dokonywanie przejęć nie jest bezpieczne.
[b]Kiedy, pana zdaniem, sytuacja banków poprawi się na tyle, że wpłynie to pozytywnie na fuzje i przejęcia?[/b]
W ostatnich dniach kilka największych banków ogłosiło, że przeżywają najlepszy okres od kilku lat – np. Citi od 2007 r. Administracja, która wcześniej wykonała bardzo złą robotę, przedstawiając banki i Wall Street w złym świetle, teraz pożycza im pieniądze za darmo, więc stopniowo problem zostanie rozwiązany.