Polski sektor bankowy nie jest już tak mocno zdominowany przez zagraniczne grupy jak w latach 90., gdy ich udział w aktywach sięgał nawet 70 proc. Dziś wynosi około 48 proc. (dotyczy to banków komercyjnych) i polscy kredytodawcy w rękach zagranicznych grup mają dla nich czasami spore znaczenie.
Trzy stopnie wpływu na matki
Historycznie silna reprezentacja banków z zagranicy w polskim sektorze wynikała z kilku powodów: po okresie PRL brakowało u nas nie tylko najważniejszego elementu koniecznego do budowy silnych banków, czyli kapitału, ale też tradycji i kultury bankowości oraz odpowiedniego know-how. Przejście na początku lat 90. do gospodarki wolnorynkowej, całkiem spory demograficznie kraj, niezagospodarowany rynek o niskim ubankowieniu i oczekiwany wtedy wzrost gospodarczy przyciągały zagraniczne banki. To była dla nich świetna inwestycja, biorąc pod uwagę wyraźnie wyższe ROE, które przez lata polski sektor osiągał w porównaniu z bardziej konkurencyjnymi i cechującymi się niższymi stopami procentowymi sektorami bankowymi w Europie Zachodniej. Po latach niektóre zagraniczne grupy popadły w kłopoty finansowe i musiały sprzedać polskie banki, tak jak to było w przypadku UniCreditu i sprzedaży Pekao, Deutsche Banku AG i zbycia DB Polska czy AIB i sprzedaży BZ WBK. Bywało też, że podejmowały strategiczną, nieprzymuszoną decyzję o wyjściu z Polski czy sektora finansowego – odpowiednio jak przy sprzedaży Raiffeisen Polbanku przez RBI czy BPH przez General Electric.
Obecnie największymi bankami w rękach graczy zagranicznych są: BZ WBK, mBank, ING Bank Śląski, BGŻ BNP Paribas, Millennium i Handlowy. Raiffeisen Polbank i DBP zostaną pod koniec roku sprzedane przez odpowiednio Raiffeisen Bank International i Deutsche Bank. Największy wpływ na biznesy swoich spółek matek mają Millennium i mBank. Ten pierwszy wypracował w I półroczu 2018 r. 83 mln euro zysku netto, co stanowi aż połowę zysku jego głównego akcjonariusza, czyli portugalskiego BCP (podobny udział polski bank ma w wyniku operacyjnym). To sporo, biorąc pod uwagę, że aktywa Millennium (16,6 mld euro) to tylko 23 proc. całej grupy. O tym, na ile ważny ten bank jest dla grupy, świadczy również jego udział w kapitalizacji wynoszący prawie 65 proc. W raporcie półrocznym BCP zwraca uwagę, że jego rezultaty w dużej mierze poprawiły się dzięki dużemu wkładowi biznesu w Polsce, który napędzał wzrost wyniku odsetkowego. Zarząd zwraca też uwagę na ożywienie gospodarcze w naszym kraju.
mBank również sporo, choć już nie tak dużo jak Millennium, waży w swojej grupie. W I półroczu miał 115 mln euro zysku netto, co stanowiło 20 proc. zysku Commerzbanku w tym okresie (pod względem zysku operacyjnego udział był jeszcze wyższy i wyniósł 29 proc.). Także udział tego polskiego banku w aktywach i przychodach zagranicznej grupy (wynosi odpowiednio tylko niecałe 7 proc. i 13 proc.) jest znacznie niższy od udziału w zysku, co oznacza, że rentowność polskich banków jest wyższa od ich zagranicznych matek. To nie dziwi, biorąc pod uwagę wyższe u nas stopy procentowe niż w innych krajach Europy, a szczególnie w strefie euro. Pod względem kapitalizacji udział mBanku jest wysoki i wynosi prawie 37 proc. Tak duże jego znaczenie pod względem dochodów i wyceny wynika nie tylko z dobrej sytuacji mBanku, ale też z kłopotów samego Commerzbanku w Niemczech i niskiej rentowności. W II kwartale grupa miała 272 mln euro zysku netto wobec 640 mln euro straty rok wcześniej (co wynikało głównie z kosztów restrukturyzacji). O ile grupa jest w niezłej sytuacji kapitałowej i nie ma problemu z jakością portfela kredytowego, o tyle ze względu na słabe dochody w Niemczech osiąga słabe wyniki i ostatnio nasilają się pogłoski, że może stać się przedmiotem przejęcia. Wymieniano wielu potencjalnych kupujących od UniCreditu, przez UBS, BNP Paribas, po Deutsche Bank. Podobno niemiecki rząd, mający 15 proc. akcji (w 2009 r. dokapitalizował tę instytucję w czasie kryzysu), chciałby je sprzedać, choć jest na tej inwestycji stratny.
W drugiej grupie polskich banków ważnych dla zagranicznych matek są BZ WBK, kontrolowany przez hiszpańskiego Santandera, i ING Bank Śląski, którego głównym akcjonariuszem jest holenderski ING Groep. Udziały tych polskich instytucji zarówno w aktywach, jak i zyskach są już wyraźnie mniejsze niż we wcześniej omówionych Millennium i mBanku. Powodem jest nie tylko wyraźnie większa skala Santandera i ING Groep (odpowiednio piątego i dziesiątego pod względem aktywów w Europie), ale także ich całkiem niezła rentowność, zdecydowanie większa niż BCP i Commerzbanku, których kryzys sprzed dekady dotknął w znacznie większym stopniu.