Statystycy NBP podają, że w 2016 r. Polacy wydali na mieszkania 14,2 mld zł w gotówce. Nieruchomości na wynajem są przy tym głównym sposobem na uzyskiwanie pasywnego dochodu przy minimalizacji ryzyka. A gdzie na jego mapie mieszczą się Real Estate Investment Trusts, które już wkrótce otrzymają polską nazwę Spółek Rynku Wynajmu Nieruchomości (SRWN)?
Idea i rzeczywistość
Model działania SRWN nie jest skomplikowany. Inwestorzy obejmują akcje, spółki za pieniądze akcjonariuszy i banków kupują wynajęte już w 100 proc. nieruchomości i zarządzają nimi, a wpływy z najmu oddają – w postaci dywidendy – akcjonariuszom. Najemcy podpisują kilkuletnie umowy, płatność zabezpieczają kaucjami, niespodzianki obejmuje polisa. Jak każdy biznes, tak i ten wymaga doświadczenia, by działał dobrze, ale w odróżnieniu od wielu innych, zarządca nieruchomości ma solidne podstawy, by prognozować wysokość przychodów, kosztów i zysków na kilka lat do przodu. A dzięki temu akcjonariusze wiedzą, lub przynajmniej powinni się domyślać, na jaką stopę dywidendy mogą liczyć.
SRWN są więc pod tym względem nieco podobne do obligacji – także i w tym wypadku inwestorzy z góry mogą oszacować ostateczny wynik z inwestycji, oczywiście pod warunkiem, że obsługa zadłużenia i spłata papierów przebiegną gładko.
Jednak podobne, a nawet wyższe ryzyko dotyczy i REIT-ów. Wszak w przypadku upadłości akcjonariusze są na końcu kolejki z roszczeniami, przed nimi stoją wierzyciele, w tym także posiadacze obligacji. Jest więc czymś naturalnym, że ponosząc wyższe ryzyko, akcjonariusze powinni otrzymać więcej niż wierzyciele. Innymi słowy, stopa dywidendy powinna przewyższać kupon od obligacji. To oczywiście teoria – w praktyce w Polsce nie mamy jeszcze notowanych akcji REIT-ów, nie mówiąc o ich obligacjach, co pomogłoby w udokumentowaniu tej intuicyjnej zasady.
Mieszkania ponad wszystko
W porównaniu z samodzielnymi inwestycjami w mieszkania na wynajem, zarówno obligacje korporacyjne jak i akcje SRWN są bardziej ryzykowne. Akt własności nieruchomości jest twardym aktywem. Nieruchomość jako taka nie może zbankrutować (może zbankrutować jej właściciel), dlatego jej posiadanie jest lepszym zabezpieczeniem inwestycji niż obligacja (choćby zabezpieczona na tej samej nieruchomości) czy akcja spółki (choćby posiadającej tę samą nieruchomość).