Załóżmy zatem, że mamy do zainwestowania okrągłą kwotę w wysokości 100 tys. zł. W tej sytuacji rozsądny wydaje się podział tej sumy na części. Aby jednak mówić o zrealizowaniu opisywanej metody, podział ten powinien być dokonany na równe kwoty. Możemy zatem zdecydować się na utworzenie dziesięciu jednostek (pakietów) po 10 tys. zł. Możemy też wybrać inny wariant - na przykład pięć jednostek po 20 tys. zł. Innymi słowy, wariant pierwszy będzie polegał na otwarciu pozycji na dziesięciu różnych walorach. Analogicznie, druga opcja będzie polegała na zainwestowaniu środków w pięć różnych instrumentów. Powiedzmy, że inwestor wybrał pierwszą opcję - zdecydował się na zakup dziesięciu jednostek, przeznaczając po 10 000 zł na każdą z nich. Kupuje wobec tego za 10 tys. zł akcje spółki X, za kolejne 10 tys. zł akcje spółki Y i tak dalej. Może to być pakiet 100 akcji po 100 zł, 1000 akcji po 10 zł. albo na przykład 500 walorów po 20 zł za sztukę (tabela 1).
Niedogodności
w konstruowaniu portfela
Już na etapie przygotowania do inwestycji pojawia się problem. Polega on na tym, że w wielu przypadkach stworzenie równych jednostek dających w sumie 10 tys. zł będzie niemożliwe. Załóżmy bowiem, że akcje spółki Z są wyceniane przez rynek na 27 zł za sztukę. Jak łatwo policzyć, chcąc nabyć pakiet wart 10 tys. zł, musielibyśmy kupić ok. 370,37 sztuk. Oczywiście w rzeczywistości nie jest to możliwe. W tym celu ograniczymy się do zakupu 370 sztuk, które kosztować nas będą 9990 zł (27 x 370).
Na niektórych rynkach, a w przeszłości również w Polsce, inwestor chcący nabyć niektóre walory zobowiązany jest do nabycia wielokrotności ustalonej liczby walorów, np. 50 sztuk. Przy takim założeniu, wartość naszej jednostki jeszcze bardziej odbiegałaby od ustalonej wcześniej wartości 10 tys. zł. Musielibyśmy bowiem kupić 350 sztuk (7 x 50 sztuk). Wartość takiego pakietu wynosiłaby wówczas "jedynie" 9450 zł (350 x 27 zł).