Po raz kolejny w PARKIECIE pojawił się artykuł zarzucający GPW pewne wady. Tym razem autor tekstu pt. "Bill Gates i GPW" (PARKIET nr 163 (1331) z 25.08.1999 r.) opisuje GPW jako przykład nie wykorzystanej szansy na sukces komercyjny, przytaczając wiele nie zawsze trafnych argumentów. Ponieważ zaprezentowana ocena jest dość jednostronna, może przyczynić się do powstania i ugruntowania w świadomości czytelników wizerunku giełdy, który nie do końca odpowiada rzeczywistości. Śpieszę zatem z wyjaśnieniami:1. Nie do końca jest jasne, co autor rozumie przez ujawnienie się braków rynku giełdowego dopiero po jego unormowaniu. Braki, w znaczeniu negatywnych elementów lub zjawisk, występowały najjaskrawiej właśnie w czasach, gdy rynek giełdowy dopiero się tworzył. Proces normowania się i rozwoju rynku był między innymi efektem konsekwentnego usuwania jego niedostatków, leżących zarówno po stronie technologii informatycznej, zasad obrotu, jak i regulacji prawnych. Dlatego też to nie tyle o brakach należy mówić, ile o fakcie, że rozwój rynku generuje nowe potrzeby jego uczestników. W konsekwencji, dla zapewnienia tego rozwoju krytyczny staje się czas, jaki jest potrzebny do zaspokojenia powstałych potrzeb. Biorąc pod uwagę tempo, z jakim GPW przebyła drogę od 5 spółek notowanych na komputerze PC, do nowoczesnego systemu WARSET, można sądzić, że z kondycją giełdy nie jest jeszcze najgorzej.2. Nie do końca trafiony wydaje się także argument mówiący o niespójności notowań ciągłych z notowaniami jednolitymi. Podany w artykule szczególny przykład nierównowagi rynku na notowaniach jednolitych i ciągłych jest raczej anomalią niż zjawiskiem powszechnym. Od początku roku zanotowano nie więcej niż kilkanaście takich przypadków (średnio 3 razy na miesiąc). W porównaniu z całkowitą liczbą wyznaczonych kursów stanowi to naprawdę znikomą część 1 procent. Pozostaje pogratulować spostrzegawczości i wyrazić zdziwienie, że na takich rzadko występujących przykładach jest oparta duża część krytyki.3. Odnośnie do braku udziału drobnych inwestorów w notowaniach ciągłych autor pomija tak istotne elementy, jak koszty dostępu do bieżącej informacji, ponoszone przez inwestora czy też element czasu, jaki ten musiałby poświecić na śledzenie danych. Dodatkowo, warto zaznaczyć, że efekt natychmiastowości zawarcia transakcji nie jest wcale, wbrew pozorom, tak bardzo pożądany przez uczestników rynku, w tym przez drobnych inwestorów. O wiele ważniejsza jest cena zawartej transakcji. System fixingu, gwarantujący wyznaczenie kursu na podstawie dużej liczby różnych zleceń pozwala na realizację małego zlecenia po cenie fair - "kursie dnia", eliminując nie zawsze korzystną krótkookresową zmienność. Ponadto, w przypadku znaczącego zmniejszenia jednostki transakcyjnej w notowaniach ciągłych, zaistniałoby negatywne zjawisko rozdrobnienia realizacji dużych zleceń inwestorów instytucjonalnych na wiele małych transakcji, co tym samym mogłoby zwielokrotnić ponoszone przez nich koszty. Warto podkreślić, że GPW nie była i nie jest przekonana, co do łączenia w większe pakiety niedużych zleceń składanych przez drobnych inwestorów. Możliwości tej jednak nie wyklucza. Aby stało się to możliwe, jest konieczne bezwzględne zagwarantowanie przez domy maklerskie prawidłowości późniejszych rozliczeń tak zawartych transakcji. Biorąc pod uwagę związane z tym trudności informatyczne, najprawdopodobniej nie stanie się to przed wprowadzeniem WARSETU, tj. połową 2000 roku .4. Chyba najbardziej kontrowersyjnym i krzywdzącym twierdzeniem, jakie można znaleźć w artykule, jest opinia dotycząca rodzajów zleceń dostępnych dla inwestorów. Jeżeli bowiem porównać za autorem możliwości inwestora GPW i którejś z giełd zachodnioeuropejskich w zakresie dostępności rodzajów zleceń, to nie widać ubóstwa oferty, bo oferta jest identyczna. Od dłuższego czasu domy maklerskie przyjmują zlecenia DDM, których sposób, czas, wielkość i cena wykonania są elastyczne i zależą jedynie od preferencji inwestora i umiejętności obsługującego go maklera. Pewnym ograniczeniom podlegają natomiast zlecenia maklerskie, czyli trafiające bezpośrednio do systemu giełdowego. Pamiętać jednak należy, że informatyzacja przez giełdy niestandardowych zleceń maklerskich jest kwestią ostatnich kilku lat i to w przypadku takich gigantów rynku, jak giełdy w Paryżu, Frankfurcie, Zurychu czy Londynie. GPW dokona tego w przyszłym roku, czyli znacznie szybciej niż niektóre giełdy znacznie większe od naszej.5. W przypadku wspomnianej w artykule "krótkiej sprzedaży" mamy do czynienia z często spotykanym pomieszaniem pojęć. Krótka sprzedaż nie jest "instrumentem" jak sugeruje autor, ale techniką. Co istotniejsze jednak, GPW nie ma nic albo bardzo niewiele wspólnego z zaistnieniem krótkiej sprzedaży na rynku. Jej wprowadzenie zależy wyłącznie od regulacji prawnych, będących poza sferą decyzyjną giełdy. Nie jest tajemnicą jednak, że istnienie "krótkiej sprzedaży" jest w interesie GPW.6. Na koniec warranty. Przyczyna małej liczby warrantów nie leży po stronie GPW jako instytucji organizującej rynek lub tym bardziej jakichś negatywnych działań przez nią podejmowanych. O obecności i rodzajach tych instrumentów na rynku decyduje sam emitent. Ponieważ warrant nie należy (co jest zjawiskiem powszechnym także na innych rynkach) do grupy instrumentów z definicji i automatycznie najbardziej płynnych, jest dopiero emitowany po przeprowadzeniu analizy jego potencjalnego rynku zbytu. Mam nadzieję, że autor i czytelnicy zgodzą się ze mną, że lepiej jest notować mniej instrumentów relatywnie płynnych i cieszących się zainteresowaniem niż potencjalne setki warrantów, na które tygodniami nie są składane żadne zlecenia, ceduły straszą pustką, a w tym czasie emitent ponosi koszty ich obsługi.
MIROSŁAW SZCZEPAŃSKI
Z-ca dyrektora Działu Notowań GPW