Najlepszy okazał się James H. Simons, były profesor matematyki, który rokrocznie zarabia miliardy dolarów dla funduszu Renaissance Technologies, stosując strategie inwestycyjne oparte na programach komputerowych. W 2008 r. zgarnął on wynagrodzenie 2,5 mld USD.

Drugi w kolejności, John A. Paulson, właściciel funduszu Paulson & Co., który wsławił się grą na załamanie na rynku nieruchomości, zainkasował 2 mld USD. Tuż za nim z zarobkiem 1,5 mld USD uplasował się John Arnold, menedżer funduszu Centaurus Energy, a na czwartym miejscu najbardziej znany z tej grupy Goerge Soros, którego konto wzbogaciło się w 2008 r. o 1,1 mld USD.

Wynagrodzenia wciąż zapierają dech w piersiach, choć już nie tak, jak w poprzednich latach. W 2007 r. najlepsza „25” zarządzających zgarnęła aż 22,5 mld USD. W zeszłym roku wynagrodzenia pospadały, choć też nie na tyle, ile można by się spodziewać, biorąc pod uwagę fakt, że inwestycje w fundusze hedge przyniosły średnio 18 proc. strat, a klienci zabierali z nich pieniądze na wyścigi.

Wkrótce złote czasy mogą się skończyć, ponieważ fundusze hedgingowe są pod obserwacją rządu. Proponuje się nowe podatki od osiąganych przez nie zysków i objęcie ich regulacjami. Podmioty te różnią się od „zwykłych” funduszy inwestycyjnych wysokim progiem wejściowej lokaty i możliwością stosowania skomplikowanych strategii inwestycyjnych. Ich zarządzający jako wynagrodzenie pobierają zwykle około 20 proc. wypracowanych pieniędzy.