Rząd podpisał wczoraj list intencyjny, w którym wystąpił do Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych organizacji o pożyczkę w wysokości 20 mld euro.
Większość tej kwoty, 12,95 mld euro, wyłoży sam MFW. Według agencji Mediafax, rumuńska delegacja nie chciała, żeby było to okrągłe 13 mld, gdyż liczba ta „przynosi pecha”. Około 5 mld euro pochodzić będzie od Wspólnoty Europejskiej, najprawdopodobniej z programu pożyczek awaryjnych dla krajów członkowskich.
W grudniu jego wartość powiększono z 12 do 25 mld euro, a przed tygodniem – do 50 mld euro. Na razie blisko 10 mld euro z pieniędzy pozyskanych dzięki sprzedaży przez Komisję Europejską wspólnotowych obligacji dostały Węgry i Łotwa.1,5 mld euro dołoży Rumunii Bank Światowy, a kolejny miliard łącznie Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Europejski Bank Inwestycyjny.
Z wypowiedzi rumuńskich polityków wynika, że pieniądze od MFW posłużą przede wszystkim do spłaty krótkoterminowego zadłużenia zewnętrznego i ustabilizowania kursu waluty, a te od Wspólnoty Europejskiej – do sfinansowania wydatków budżetowych i inwestycji. Środki z EBOR i EBI zostaną przeznaczone na pożyczki dla sektora prywatnego.
Strony porozumienia podkreśliły, że pożyczka będzie mieć charakter prewencyjny. Jednym z jej warunków jest utrzymanie deficytu budżetowego poniżej 4,6 proc. PKB. Pieniądze napływać mają w ciągu dwóch lat, poczynając od maja.