Spadek spowodowały mniej liczne emisje największych firm, kierowane do inwestorów instytucjonalnych, często sięgające 1 mld zł i więcej. Emisje na podstawie prospektów były warte około 1,85 mld zł. – Wygląda na to, że lata 2018 i 2019 powinny sprzyjać podaży instrumentów dłużnych – mówi Michał Mordel, analityk Michael/Ström DM. Wskazuje, że wpłynie na to kilka czynników, m.in. podniesienie limitów publicznych ofert obligacji, trudniejszy dostęp do kredytów bankowych (zaostrzają politykę kredytową w obliczu rosnących wymogów kapitałowych), wzrost popytu na instrumenty alternatywne do lokat (wspierające napływy do funduszy dłużnych). Ważny będzie także wzrost zapotrzebowania na kapitał inwestycyjny. – Firmom, szczególnie małym i średnim, będzie łatwiej o pozyskanie finansowania poprzez obligacje. A będą go potrzebowały. W najnowszej projekcji NBP bank oczekuje wzrostu inwestycji o 8,6 proc. w 2018 r. i o kolejne 6,3 proc. w 2019 r. Inwestycje publiczne już ruszyły, a„obudzenia" prywatnych oczekuje się od początku tego roku. Poza dobrą koniunkturą wskaźnik wykorzystania zdolności produkcyjnych w przedsiębiorstwach jest najwyższy od 2008 r., a firmy, aby kontynuować rozwój, będą musiały dokonywać inwestycji we wzrost mocy – dodaje Mordel.
Rynek napędzi też refinansowanie (co najmniej częściowe) zapadających obligacji. Będzie ich sporo: w 2019 i 2020 r. odpowiednio 24,9 mld zł i 19,9 mld zł. – W tym roku tylko najwięksi deweloperzy z Catalyst muszą wykupić obligacje warte 600 mln zł. Spodziewam się, że większość deweloperów będzie chciała co najmniej zrolować, o ile nie zwiększyć, dług ze względu na mieszkaniową hossę – mówi Mateusz Mucha, menedżer w Navigator DM.
Co to oznacza dla inwestorów? – Potencjalny wzrost liczby i wartości emisji obligacji, czyli większy wybór i więcej możliwości lokowania kapitału. Oznacza to także większe prawdopodobieństwo znalezienia instrumentów odpowiadających naszemu profilowi ryzyka – dodaje Mordel. Również Mucha uważa, że w długim terminie przybywać będzie emisji publicznych, kierowanych do detalu, ale w krótkim terminie ich liczba podlegać będzie sporym wahaniom ze względu na dużą koncentrację na kilku branżach i emitentach.
Czy duży napływ pieniędzy na rynek wywoła „rynek emitenta" i marże będą spadać? – Wszystko zależy od emitenta i jego branży. Spółki windykacyjne mogą zmierzyć się w tym roku z lekkim wzrostem marż spowodowanym pogorszeniem nastawienia inwestorów do tego segmentu. Deweloperzy powinni cieszyć się delikatnie niższymi marżami ze względu na mieszkaniową hossę i dużą przewidywalność cash-flow w najbliższych 18–24 miesięcach. Zdecydowanie najniższe marże są do osiągnięcia przez solidnych emitentów z branż nieobecnych szeroko na polskim rynku, takich jak produkcja, handel, przemysł, gdzie przykładem mogą być obligacje Dino Polska wyemitowane w 2017 r. z marżą 1,3 proc. – dodaje Mucha.