Surowiec jest cały czas pod silną presją fundamentalną. Wysiłki OPEC mające na celu ograniczenie wydobycia w celu ustabilizowania cen – historycznie potężne narzędzie – tym razem niewiele dają, bo (a) amerykański sektor łupkowy systematycznie zwiększa produkcję, (b) kraje OPEC jako całość... też zwiększają wydobycie. Mimo obowiązującego do marca 2018 r. formalnego ograniczenia produkcji najnowsze dane pokazują, że maj był kolejnym miesiącem wzrostu wydobycia, głównie za sprawą Libii i Nigerii, krajów wyłączonych na zasadzie wyjątku z porozumienia.
Teoretycznie OPEC mógłby dążyć do dalszego zaostrzenia swej polityki i obniżenia limitów produkcji, ale w ten sposób i tak nie zatrzyma szybko wzrostu wydobycia w USA, a jednocześnie spadek wpływów mocno odczułyby i tak już nadwerężone budżety krajów tej organizacji. Nawet potężna Arabia Saudyjska od dwóch lat ma deficyt budżetowy na poziomie kilkunastu procent PKB, a jej rezerwy walutowe szybko topnieją.
Abstrahując już od fundamentów, pamiętajmy, że o notowaniach decydują też czynniki czysto spekulacyjne. W lutym alarmowaliśmy, że pozycje spekulacyjne osiągnęły rekordowe rozmiary w atmosferze wiary w „Trumpflation". Alarm był trafny, bo od tego czasu ceny ropy się korygują. Teraz czekamy na odwrotny sygnał. Na razie jednak pozycje spekulacyjne są ciągle dość okazałe. Dopiero ich spadek do niskich poziomów skłoniłby do zastanowienia, czy ropa osiąga lokalny dołek.