Zamiast zwiększać przychody, domy maklerskie szukają oszczędności. Mamy więc do czynienia z kolejnymi ruchami kadrowymi, ograniczaniem działalności czy nawet wprowadzaniem oszczędności w podstawowych obszarach biznesu.
Lista problemów
Branża maklerska uzależniona jest przede wszystkim od koniunktury giełdowej. Ta w ubiegłym roku nie rozpieszczała. Obroty na rynku były stosunkowo niskie, a dodatkowo brakowało istotnych transakcji na rynku kapitałowym, które mogłyby wesprzeć finanse pośredników. To jednak jest tylko wierzchołek góry lodowej.
Branża cierpi również przez zamieszanie wokół prywatnych TFI, czyli m.in. Altus TFI oraz Trigon TFI. Instytucje te były dość istotnym wsparciem dla domów maklerskich, którym płaciły za usługi. – Biorąc pod uwagę aktywność rynkową Altus TFI i Trigon TFI, pobierane od nich prowizje stanowiły istotną część przychodów z tytułu usług maklerskich. To jednak się skończyło i trudno jest zasypać powstałą dziurę – przyznaje jeden z brokerów. Do tego dochodzą problemy strukturalne, z którymi mierzy się branża maklerska.
– Obsługa inwestorów – będąca fundamentem rynku kapitałowego – jest opłacalna dla wszystkich, oprócz tych, którzy ich faktycznie obsługują, czyli dla domów maklerskich. Wpływ na to mają m.in. wysokie koszty infrastruktury giełdowej. Kondycję branży osłabiają też zdalni członkowie giełdy. Dziś to oni dominują w obrotach na GPW. Nie przyciągają nowych inwestorów, a odbierają obroty krajowej branży. Dużym problemem są rosnące koszty regulacji – wylicza Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich. – Od lat zwracamy uwagę na tzw. gold plating, czyli przyjmowanie legislacji unijnej często bez uwzględnienia realiów krajowego rynku. W efekcie domy maklerskie muszą rozbudowywać działy compliance kosztem zmniejszenia pokrycia analitycznego spółek, co zwiększa ryzyko dla inwestorów i zmniejsza efektywność rynku. Wysokie koszty regulacyjne w ostatnich latach spowodowały likwidację działalności części biur maklerskich. Niektóre banki zdecydowały się natomiast na wchłonięcie działalności maklerskiej do swoich struktur, przy ograniczeniu ich działalności. Słaba kondycja krajowej branży stanowi barierę w rozwoju rynku kapitałowego w Polsce – przekonuje Markiewicz.
Oznaki słabości
Ostatni kryzys, jaki dotknął branży maklerskiej, zmiótł z rynku kilka podmiotów. Działalność mocno ograniczyły takie firmy, jak: KBC Securities, ING Securities (obecnie BM ING Banku Śląskiego) czy DB Securities. Nie dziwi więc, że branża z niepokojem patrzy w przyszłość. Na razie brokerzy starają się ograniczać koszty. Na taki ruch zdecydował się w ubiegłym roku m.in. Vestor DM. – W pewnych obszarach trzeba było dokonać pewnych optymalizacji. Zapadła chociażby decyzja o tym, aby nie rozwijać tzw. biznesu detalicznego. Dokonaliśmy przeglądu działalności pod względem generowanych kosztów i wydaje się, że proces ten mamy już zakończony – mówił nam niedawno Sebastian Siejko, członek zarządu Vestor DM. Część brokerów w swoich działaniach posunęła się do dość nietypowych ruchów. W poszukiwaniu oszczędności ograniczyli na przykład... liczbę używanych terminali Bloomberg do niezbędnego minimum.